czwartek, 11 września 2014

Powrót ze świata niepiśmiennych.

     Chciał bym coś napisać. Siedzi we mnie nieodparta ochota pisania. Ściska mnie w środku i wierci. Tylko co ja mam właściwie napisać? W mojej głowie siedzi tyle myśli. Trzeba by zrecenzować masę książek a pomysły na opowiadania wciąż się zbierają. Jednak kiedy siadam przed klawiaturą to nie potrafię nad tymi myślami zapanować. To tak jak by coś się we mnie zepsuło. Jakiś trybik odpowiedzialny za komunikację mózgu z palcami nie potrafił zaskoczyć.

     Kiedyś jak chciałem coś napisać to wystarczył kłębek myśli dobra muzyka w tle a reszta działa się właściwie sama. Fakt, że dawniej kiedy jeszcze klepałem tych opowiadań masę to jednym z zapalników do pisania była muzyka. Bez dobrego podkładu w tle pisanie szło mi ciężej, jednak zawsze jakoś szło.

     Obecnie odkrywam dużo nowej i starej muzyki ale nic nie potrafi mnie wprowadzić w nastrój pisania. Może to miejsce. Krajobraz mojego mieszkania się już przejadł, emocje towarzyszące życiu jakoś opadły. A może to brak ludzi. Częste spotkania ze znajomymi, przyjaciółmi, poznawanie nowych osób to rzeczy które stymulowały. Człowiek czuł się bardziej pobudzony. Dziś wszyscy spotykamy się rzadziej. Praca, rodzina, dzieci. Wszystko to pochłania nas coraz bardziej. Do tego dochodzi internet i wszechogarniający szum informacyjny. Ilość niepotrzebnych informacji na jakie trafiamy jest nieporównywalnie większa.

     Wiem, że należę do osób które żeby nabrać rozpędu w życiu potrzebują innych ludzi. Niekoniecznie chodzi tu o ich bezpośrednią pomoc. Bardziej mam tu na myśli zwykłą obecność, rozmowę, wzbudzenie emocji. Każdy spotkany człowiek to odrobina nowej energii. Przez ostatnie dwa lata z tej energii wyprałem się dość mocno. Męcząca praca z ograniczoną ilością spotykanych osób, dużo nadgodzin brak energii poza pracą. To skutecznie utrudnia życie osobie potrzebującej kontaktów. Ale jestem też człowiekiem nadziei. Oczywiście znajomi powiedzą, że uwielbiam szukać dziury w całym i przyczepiać się do czego tylko się da ale to tylko wrodzone uwielbienie do przeciągania dysput i pobudzania emocji.

     Od trzech tygodni mam nową pracę. Znów zostałem sprzedawcą. Niektórzy powiedzą, że nie ma się z czego cieszyć. Inni stwierdzą może, że to praca bez ambicji. Ja wiem, że jest to praca w której płacą mi za to, że bez przerwy poznaję nowych ludzi. A każdy z nich to odrobina nowej, tak potrzebnej mi energii. Czuję całym sobą, że tego właśnie mi brakowało.

     Dzisiaj „urwało mi od internetu”. Odcięty od technologii nagle człowiek czuje się jeszcze bardziej zagubiony. Ale może właśnie tego mi było trzeba. Patrzcie! To najdłuższy tekst jaki napisałem od wielu tygodni. Może nie jest on jakoś specjalnie treściwy ale udało mi się uruchomić ten zepsuty trybik. Chociaż na chwilę. Więc może jest jeszcze nadzieja.

     A tak swoją drogą wspominałem o muzyce i braku czegoś dobrego do pisania. Chyba właśnie to znalazłem. Od rana słucham The Afghan Wings na zmianę z Poets of the Fall i to może być kolejny z elementów układanki.


     Będąc już na końcu muszę się też przyznać, że wraz z pisaniem tego tekstu nam mojej twarzy samoistnie zaczął pojawiać się uśmiech. Jak dobrze jest coś skończyć po tak długiej przerwie.

                                                                                                                     Do przeczytania wkrótce :)

piątek, 21 marca 2014

Cztery pory roku ŚBK

Cztery pory roku ŚBK

Dziś przyszedł czas na comiesięczny wpis Śląskich Blogerów Książkowych. Temat jest tak uniwersalny, że na każdym z naszych blogów możecie znaleźć coś zupełnie innego dlatego polecam zajrzeć również do innych. Życie czytacza można podzielić na pory roku. Tak jak zresztą wszystko. Ja skupię się jednak na moich przygodach z książkami.
Wiosna.
Moje czytelnicze, życie zaczęło się już w szkole podstawowej. Na początku były to głównie komiksy i książki na podstawie bajek Disneya z dużą ilością obrazków. No i oczywiście mój ówczesny skarb Kubuś Puchatek. Książka którą przeczytałem z milion razy. Może nie milion ale raz na jakiś czas do niej wracałem. Podstawą jednak były komiksy. Ilości jakie przerabiałem byłem naprawdę spore i nie było w sumie, żadnych ograniczeń tematycznych. A potem stało się coś co wprowadziło mnie na właściwą ścieżkę. Na koniec wakacji organizowanych przez szkołę dostałem od opiekuna grupy Rozbójników z Maladety Karola May. To była pierwsza poważniejsza książka jaką czytałem.

Lato.
Po rozbójnikach zainteresowanie książkami urosło a komiks poszły w cień. Zaczynając gimnazjum wszedłem w okres odkrywania. Odkrywałem muzykę, filmy i książki oczywiście. Pomysł był taki, żeby pożyczać od znajomych w klasie ich najbardziej ulubione książki. Zaowocował to poznaniem Tolkiena zanim był jeszcze sławny z filmów, sagi o ludziach lodu, Aniołów i demonów Browna czy choćby Imienia Róży. Czytałem wszystko jak leci. Jednak to fantastyka stała się nurtem wiodącym a Władca Pierścieni ma w tym swój spory udział. Czas leciał a książek na kącie przybywało. Gdzieś tam przy okazji skrobałem sobie różne opowiadania i inne teksty.
Jesień.
Taka złota polska. Przyszła kiedy czytanie książek okazało się niewystarczające. Niestety czasu na czytanie było mniej coś trzeba było na to poradzić. Pomocą okazały się Audiobooki. To niesamowite jak wiele książek można łyknąć słuchając ich po kilka godzin w pracy. I w aucie. I sprzątając. I gotując. I robiąc zakupy. I w ogóle bardzo się cieszę, że udało mi się przełamać i zacząć słuchać bo dzięki temu znów moje horyzonty się poszerzyły. Wciąż to fantastyka króluje jednak teraz doszły klimaty militarne, kryminały i książki bardziej historyczne. Dodatkową zmianą stało się pisanie o książkach. Nie jestem może najpłodniejszym z blogerów ale może jeszcze uda mi się to poprawić.

Zima.
Jeszcze nie nadeszła ale kiedy już będzie to wyobrażam sobie, że będę siedział w swoim ulubionym fotelu w nogach będzie się grzał mój buldog angielski a w moich rękach będzie kolejna książka z mojej przepastnej biblioteki (takiej jak na tych wszystkich klimatycznych zdjęciach).


A przy okazji przypominam wam, że już niedługo ŚBK organizują spotkanie autorskie z Magdaleną Witkiewicz na które serdecznie zapraszam. Tu można znaleźć więcej info na bierząco.

czwartek, 20 marca 2014

Konkurs Wiosenny!

Kolejny raz zapraszamy do zabawy! Konkurs wiosenny będzie polegał na tym, aby odnaleźć w JUTRZEJSZYCH wpisach, na blogach ŚBK słowa - klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to i odpowiedź na pytanie: ile blogów wzięło udział w zabawie, trzeba będzie wysłać na podany adres mailowy Księgarni - victoria@ksiaznica.pl
Nie powiemy Wam, ilu blogerów będzie w zabawę zaangażowanych i jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo - klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fanpage "Victorii" na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło.
Następnym krokiem będzie wysłanie hasła i podanie liczby Śląskich Blogerów, którzy wzięli udział w zabawie, na adres mailowy Księgarni "Victoria", podany powyżej.
Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu Agnes. Potem powinno pójść Wam jak z płatka.

----------

Regulamin
:
1. Konkurs Wiosenny organizowany jest przez grupę ŚBK oraz Księgarnię "Victoria" Zabrze

2. Sponsorem nagród jest Księgarnia "Victoria" oraz Wydawnictwo AKURAT

3. Nagrodami w konkursie są trzy książki

4. Konkurs trwa od 21.03.14 do 24.03.14 r.

5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 25.03.14 r.

6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: victoria@ksiaznica.pl

7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA(7), PIĘTNASTA(15), i SIÓDMA (7) od KOŃCA osoba.

8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem

9. Nagrodę będzie można odebrać osobiście w Księgarni Victoria (Galeria Zabrze, ul. Wolności 273-275, 41-800 Zabrze) bądź zostanie ona przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.

10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Księgarnię Victoria, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.

11. Wysyłka tylko na terenie Polski

niedziela, 9 marca 2014

Karaluchy - Audiobook/Superprodukcja


Jak pewnie część z was wie od jakiegoś czasu jestem zwolennikiem audiobooków. Zaczęło się od superprodukcji Gry o Tron a potem już poszło jak z bicza i obecnie mam za sobą ponad 40 pozycji. Karaluchy bezapelacyjnie zajmują pierwsze miejsce na mojej top liście książek audio. 
W kreacji audiobooków na polskim rynku zdecydowanie przoduje Audioteka która odpowiada za większość superprodukcji. Tą produkcją udowadniają swoje doświadczenie i rozmach w realizacji. Słysząc efekty nie mogę wciąż znaleźć odpowiedzi, jak to jest że budżetowe kino (pomijając animacje bo te się bronią) czy telewizja ma taki problem ze zrobieniem solidnego dubbingu. W przypadku książek gdzie budżety są zdecydowanie niższe efekty są powalające. 
Odpalając Karaluchy pierwsze co rzuca się w uszy to muzyka. Zawsze lubiłem puścić sobie do książki muzykę o której w niej piszą. Tutaj muzyka stanowi świetne tło i w większości jest napisana specjalnie pod ten tytuł. Jest to chyba pierwszy audiobook który spokojnie mógł by się doczekać swojego soundtracku. Jednak muzyka w superprodukcji to nie wszystko. Aby dodać wiarygodności wykonaniu realizatorzy wysłali ekipę do Bangkoku w którym dzieje się większość akcji i nagrali autentyczne dźwięki tego miasta. Efekt jest naprawdę solidny. A całe to ciastko dopełnia obsada aktorska. Mamy tu Borysa Szyca grającego główną postać, Harrego Hole (który jako jedyny subiektywnie nie pasował do mojego wyobrażenia postaci) jest Robert Więckiewicz (mój ulubiony głos), są też Stenka, Kuna, Cielecka a nawet Linda. Cały komplet postaci który pomimo osobistych preferencji co do głównego bohatera spisuje się naprawdę świetnie. Aktorzy grają na poważnie i pomimo wrażeń jedynie dźwiękowych możemy dzięki nim zobaczyć przed oczami jeszcze żywsze obrazy. 

Dość o dźwięku, przejdźmy do tekstu. Karaluchy to druga książka z serii przygód norweskiego policjanta Harego Hole napisana przez Jo Nesbo. Chronologia to coś z czym w przypadku tej serii mam problem. Zacząłem od Trylogii z Oslo która jest trzecia w kolejności. Audiobooki powstawały jakoś tak całkiem nie po kolei a superprodukcja powstała właściwie na samym końcu. Na szczęście czytając poszczególne części (trylogię traktując jako całość) można je czytać w dowolnej kolejności bo historie są raczej zamknięte.

Są przygody policjanta więc jak można się spodziewać na dzień dobry dostajemy trupa. Nieszczęśnik okazuje się być norweskim ambasadorem znalezionym w jednym z Tajlandzkich burdeli. Sprawa jest dość delikatna i może wywołać międzynarodowy skandal więc na miejsce zostaje wysłany jeden z najlepszych towarów eksportowych norweskiej policji Harry Hole. Bystry, uparty, wiecznie pijany albo na kacu gość z solidną depresją.

Nasz bohater musi poradzić sobie z nową kulturą, nałogiem i całą masą faktów które nie chcą się złożyć w całość. Dzięki temu możemy poznać Bangkok z jego najgorsze i najlepszej strony. Wraz z Harrym zapuszczamy się w najciemniejsze slumsy i do wielkich rezydencji i apartamentów. Harry w przeprowadza śledztwo w swoim stylu prowadząc klasyczne śledztwo uliczne które nie zawsze trzyma się wyznaczonych przez prawo norm.
Już na początku historia jest dość skomplikowana. Ambasador dziwkarz a jak okazuje się z czasem prawdopodobnie pedofil, tajne śledztwo prowadzone na zlecenie norweskiego rządu, wielkie pieniądze, romansy, mafia. Wszystko to sprawia, że podejrzanych jest wielu i zmęczony umysł policjanta który w swojej wyprawie szuka nowego startu i rzuca picie ma ciężki orzech do zgryzienia. Pomoc znajduje w nieoczekiwanych miejscach często ryzykując wiele łącznie z życiem. 


Opowieść wciąga od samego początku, bohaterowie są solidnie zarysowani a oprawa dźwiękowa dodatkowo wzmaga przyjemność z czytania. Dla mnie był jeden problem z odbiorem książki. Z jednej strony chciałem dość do końca, żeby w końcu poznać rozwiązanie. Z drugiej strony żal było mi kończyć bo przyjemność ze słuchania audiobooka była naprawdę duża. Tytuł polecam gorąco w dowolnej formie, obroni się w każdej.

A tak przy okazji, słyszeliście już o zbliżającym się wydarzeniu którego ŚBK są twórcami? Nie? To zapraszam!

niedziela, 23 lutego 2014

ŚBK: Zbieramy nie tylko książki, czyli nasze kolekcje.

Z lekkim poślizgiem ale jest wpis tematyczny Śląskich Blogerów Książkowych.

ŚBK: Zbieramy nie tylko książki, czyli nasze kolekcje.

     Jak każdy osobnik płci męskiej od dziecka coś zbierałem. Cofając się tak daleko jak tylko pamiętam były to w kolejności:
- Kamyki - Było tego sporo jednak szybko mi przeszło na, rzecz czegoś bardziej fascynującego.
- Klucze - Miałem ich masę uzbieranych z podwórka, od znajomych i nieznajomych.
- Guziki - jako, że babcia pracowała w sklepie z pasmanterią miałem dostęp do masy fajowych egzemplarzy.
- przypinki/piny/medale - Zaczęło się od tego, że przejąłem sporą kolekcję (niestety moja pamięć wyparła po kim to było). Potem zbierałem wszelkie odznaki, znaczki i wszystko co dało się przypiąć do stylowego dywanu na którym kolekcja eksponowana była na ścianie.

     To wszystko były krótkie i w sumie mało imponujące kolekcje. Potem zacząłem dorastać a kolekcje zaczęły się zmieniać jeszcze bardziej.
- Kufle/szklanki - zaczęło się w sumie jakoś przypadkiem a urosło do kolekcji która nie mieściła się już na półkach. Egzemplarze głównie dostawałem od znajomych którzy wynieśli je z pabów lub sam je wynosiłem. Kilka było kupionych ale prawdziwa wartość tkwiła w tych wyniesionych dzięki opowieściom z nimi związanymi. Ostatecznie kiedy miejsca brakło całkiem i kolejna kolekcja zaczęła ją wypierać szkło/porcelana w większości trafiły do znajomego otwierającego knajpę.
- książki - wiadomo najbardziej znacząca obecnie kolekcja.

- Kaczki - W liceum w wyniku kilku luźno związanych sytuacji zyskałem ksywę Kaczor (skrót od Mały Zielony Kaczorek). No a cóż innego można dać Kaczorowi jak nie kaczki. Zaczęło się niewinnie aż nieoczekiwanie kolekcja urosła do ok 160 eksponatów. Było by tego pewnie więcej ale kilka uległo uszkodzeniu/zjedzeniu/zagubieniu a odkąd znajomi prawie przynieśli mi do domu żywą kaczkę zacząłem stwierdzać, że robi się to niezdrowe i oświadczyłem, że kaczek to już raczej mi proszę nie dawać (oczywiście wciąż je dostaję ale intensywność się zmniejszyła).

     Kolekcja przestała być też tak specyficzna kiedy w Teleekspresie zobaczyłem materiał o gościu który miał cały pokój w kaczkach a miał ich ponad 1000. Jego kolekcja nie była na szczęście tak unikatowa jak moja. On zamknął się w kolekcji szklanych i porcelanowych. Moja kolekcja była otwarta na wszelkie wariacje. I tak trafiły do niej wszelkiej maści kaczki gumowe, porcelanowe, pluszowe, plastikowe (i ze śmigiełkiem), wibrujące, z wosku pszczelego, sanitarne, z pierza, plakaty, książeczki, rysunki, piny, dosłownie wszystko co kacze.

     Chciałem Wam przygotować galerię z każdym eksponatem z osobna jednak brakło mi czasu i motywacji (poza tym Zuza cały czas stwierdzała, że to ona powinna być na zdjęciach co zasadniczo utrudniało pracę). Mam jednak średniej jakości zdjęcia większości kolekcji więc zapraszam do podziwiania :D










































piątek, 14 lutego 2014

Samotność Anioła Zagłady


Ostatnimi czasy miewam problemy z czytaniem. Podejrzewam, że to przez brak właściwej fabuły w książkach za które się biorę. Ostatnimi czasy głównie czytałem biografie ludzi i firm (czy historię firmy też można nazwać biografią?). Jednak to co czytam w przerwach znika w oka mgnieniu jak między innymi kolejny tom Malowanego Człowieka. Dziś jednak będzie o innym tytule.

Samotność Anioła Zagłady Roberta J. Szmidta to dość specyficzny tytuł. Ci którzy mnie znają wiedzą, że najbardziej lubię książki w których na końcu wszyscy giną a przynajmniej nie ma happy endu. W przypadku tej historii sprawa lekko się komplikuje. Adam, tytułowy anioł zagłady, jest żołnierzem stacjonującym w jednej z baz Amerykańskiego systemu rakietowego. Jego zadaniem jest sprawdzanie działania systemu i nadzorowanie „czerwonego guzika” którego użycie może doprowadzić do globalnej zagłady.

W tym miejscu każdy spodziewał by się jakiegoś spisku mającego doprowadzić do nuklearnego kryzysu i próbę powstrzymania wojny za wszelką cenę. Szmidt zrobił jednak coś innego. Globalną zagładę zaserwował nam już przy pierwszych dwudziestu stronach. Tak. Dobrze czytacie. Książka zaczyna się od tego, że wszyscy giną. CZAD! Ale co z pozostałymi stronami zapytacie? Już was uspokajam. Nie. To nie jest książka o zombie/wampirach/duchach. Jak się okazuje amerykanie na podobną okazję przygotowali projekt Arka w ramach którego elita ludzkości zostaje zamknięta w szczelnie zabezpieczonych komorach kriogenicznych na 10 lat a zaawansowane systemy mają zadbać o przygotowanie świata na powrót ludzkości. Ale czemu tylko 10 lat skoro mowa o atomówkach? Ano temu, że ich było tylko „kilka” a reszta to nowoczesne bomby trineutrinowe które nie powodują prawie żadnych zniszczeń a ich promieniowanie ustępuje już po kilku latach. No, oczywiście bomby mają jeszcze zasadniczy wpływ na degradację właściwie wszystkiego co organiczne.
Adam budzi się ze snu w swojej bazie i szybko orientuje się, że coś poszło nie tak. Komory w jego azylu uległy uszkodzeniu a jedyna osoba która miała mu towarzyszyć po przebudzeniu nie miała tyle szczęścia co on i zmarła w komorze kriogenicznej. Od wybuchu minęło dopiero pięć lat. Po odrzuceniu myśli samobójczych i sprawdzeniu sytuacji na powierzchni Adam postanawia udać się w podróż na drugi koniec Stanów żeby przeczekać w głównym schronie.

I tu tak naprawdę zaczyna się nasza historia. W dość lekki i przystępny sposób autor pokazuje nam jak ostatni człowiek na ziemi może poradzić sobie z samotnością. Jak przeżyć w opuszczonym przez ludzkość świecie. Wyprawa która w normalnych warunkach nie wydaje się niczym szczególnym okazuje się być walką z naturą której przez ostatnie pięć lat nie miał kto okiełznać. Zaglądamy w głąb człowieka który w aby osiągnąć swój cel musi zajrzeć w głąb samego siebie, pokonać strach i poradzić sobie z wszechobecną śmiercią i samotnością.

Pisanie tekstu o jednym tylko człowieku jest ciężkim zadaniem i wielu mogło by polec na tym polu. Autorowi również zdarzają się potknięcia kiedy za bardzo skupia się nad jakimś miejscem lub mocno koloryzuje działania natury. Jednak jako całokształt książka się broni. Lekką ręką autor potrafi nas rozbawić pomimo tak depresyjnych okoliczności. Sam bohater jest dobrze rozwiniętą postacią choć moim zdaniem przydało by mu się odrobinę bardziej oszaleć. Jest pewien epizod ze Stevem po którym pozostaje pewien niedosyt.
Większa część fabuły to sama podróż jednak na końcu dostajemy szalony zwrot akcji i zakończenie które miażdży. Podwójna deprecha (przynajmniej dla Adama - ja jestem usatysfakcjonowany).


Książka idealna na spokojny sobotni wieczór. Wchodzi lekko i czyta się szybko.

czwartek, 13 lutego 2014

konkurs. Konkurs. KONKURS!


Pamiętacie Wielki Mikołajkowy Konkurs?

Zapraszamy na kolejny konkurs opierający się na podobnych zasadach.

Tym organizujemy go specjalnie z myślą o osobach, które nie obchodzą Walentynek i są znudzeni widokiem serduszek i walentynkowych upominków. 

Blogowy Konkurs Antywalentynkowy Śląskich Blogerów Książkowych i Księgarni „Victoria” Zabrze będzie polegał na tym, aby odnaleźć w JUTRZEJSZYCH wpisach, na blogach ŚBK słowa – klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to należy wysłać na podany adres mailowy Księgarni – victoria@ksiaznica.pl
 Nie powiemy Wam, ilu blogerów będzie w zabawę zaangażowanych i jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo – klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na FP „Victorii” na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło. 
Następnym krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy Księgarni „Victoria”, podany powyżej. 
Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu Archer. Potem powinno pójść Wam, jak z płatka.

Regulamin

1. Blogowy Konkurs Antywalentynkowy jest przez grupę ŚBK oraz Księgarnię "Victoria" Zabrze
2. Sponsorem nagród są Śląscy Blogerzy Książkowi.

3. Nagrodami w konkursie jest 1 pakiet książek niespodzianek.

4. Konkurs trwa od 14.02.14 do 15.02.14 r.

5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 16.02.14 r.

6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: victoria@ksiaznica.pl

7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa CZTERNASTA (14) osoba.

8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem

9. Nagrodę będzie można odebrać osobiście w Księgarni Victoria (Galeria Zabrze, ul. Wolności 273-275, 41-800 Zabrze) bądź zostanie ona przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.

10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Księgarnię Victoria, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) – które zostaną wykorzystane jednorazowo.

11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:

Ze słów – kluczy, podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe.

wtorek, 28 stycznia 2014

Imperator

3 maja 1945, Olkusz. W nikomu nieznanej rodzinie przychodzi na świat chłopiec. Do dziś nie jest pewne kto jest jego biologicznym ojcem, jednak idąc w ślady potencjalnych kandydatów powinien zostać pracownikiem okolicznej fabryki. Młody Tadeusz nie godził się na to co przed nim stało i wybrał zupełnie inną drogę. Został imperatorem. Ekhm.. Znaczy zakonnikiem. Do imperatora dojdzie trochę później.


Co jakiś czas na świecie pojawia się ktoś kto na przekór wszystkiemu zakrzywia świat i osiąga nieunikniony sukces. Sukces któremu wielu próbuje zaprzeczyć. Nieprzenikniona kombinacja składników które sprawiają, że jednostka staje się symbolem. Jednym z takich symboli jest redemptorysta, ojciec, dyrektor, założyciel, Tadeusz Rydzyk.

W ramach cyklu Reporterzy Dużego Formatu Agora wydała książkę Piotra Głuchowskiego i Jacka Hołuba „Imperator -Wszystkie tajemnice o. Tadeusza Rydzyka. Reporterska biografia twórcy Radia Maryja”. Materiały do książki zbierane były przez ponad 22 lata od kiedy usłyszano, że gdzieś w Toruniu jakiś zakonnik chce zrobić radio chrześcijańskie. | trzeba przyznać, że panowie się postarali. Z jednej strony zrazili do siebie jeszcze bardziej całe grono zwolenników Rydzyka a z drugiej strony otworzyli oczy na wiele spraw jego przeciwnikom. Muszę przyznać, że od zawsze fascynowała mnie osoba redemptorysty który potrafił sobie niezwykle łatwo zyskać przychylność rzeszy ludzi. Takim osobom zawsze warto poświęcić trochę swojej uwagi bo może się okazać, że będą miały znaczący wpływ na nasze, życie w najmniej oczekiwanych sferach. 

Imperator pokazuje nam chyba najpełniejszy obraz Tadeusza Rydzyka. I choć wiele aspektów z jego życia wciąż pozostaje niedostępnych (jak. np jego kilkuletni pobyt w Niemczech) to można przynajmniej częściowo zweryfikować swój osąd. Dla jego zwolenników obraz przedstawiony w książce jest obelgą dla niemalże świętej w ich oczach osoby. Ci niezdecydowani lub przeciwni Rydzykowi mogą się jednak zdziwić widząc jak wiele mitów na temat jego osoby jest obalanych przez autorów. 
Poznajemy historię człowieka znikąd który dzięki swemu uporowi potrafił osiągać swoje cele pomimo przeciwności losu a przede wszystkim działać w brew panującemu ustrojowi. Wielokrotnie uciszany i przenoszony w strukturach kościelnych wciąż wybijał się ponad przeciętność aktywizując młodych, organizując festiwale i wyjazdy do Watykanu.

Prawdziwa historia redemptorysty zaczyna się jednak dopiero podczas jego długiego i dość tajemniczego wyjazdu do Niemiec. Chociaż autorzy potrafili zebrać wiele informacji na temat życia Rydzyka to ten okres w większości pozostaje tajemnicą. Na pewno w tym czasie szlifował swoje zdolności biznesowe między innymi sprowadzając do kraju auta wykorzystując przy tym nie do końca świadome zakonnice. Wtedy też spotkał dyrektora Włoskiego Radia Maria. Spotkanie to ukierunkowało jego działania w kierunku założenia rozgłośni chrześcijańskiej w kraju. Gdyby wszystko potoczyło się tak jak było zaplanowane pierwotnie Radio Maryja nadawało by z Krakowa i kto wie jak potoczyły by się jego losy. Pierwotny plan nie wypalił i finalnie radio wystartowało w Toruniu. To pewnie dzięki temu imperium Rydzyka wygląda tak jak teraz i jest tak mocno niezależne od władz kościelnych. Zakonnik znalazł się w miejscu w którym nikt nie podejrzewał jak może rozwinąć się cała idea. Nie było też osób z odpowiednim doświadczeniem, żeby zapanować nad zapędami redemptorysty. Żeby mieć już z nim spokój podpisali mu zgody dające mu właściwie pełną swobodę działania.
Poznajemy tu historię powstawania stacji radiowej, gazety, telewizji oraz kompleksu szkół zarządzanych przez osobę wbrew pozorom dość tajemniczą. Jak się okazuje Rydzyk nie lubuje się w peanach staruszek na swój temat, nie obnosi się luksusem. I nie… Tak naprawdę nie posiadał on nigdy Bentleya. Ma za to ambitne plany i niesamowity talent do zbierania funduszy. Tak wielki, że nawet odebranie wielomilionowej dotacji z unii nie przerwało realizacji odwiertów geotermalnych które miały zapoczątkować nowy ośrodek wypoczynkowo terapeutyczny. 

Imperatora można spokojnie postawić obok biografii takich gwiazd biznesu jak chociażby Steve Jobs czy Bill Gates. Może nie odniósł sukcesu globalnego ale w Polsce jest osobą która właściwie czego się nie dotknie to zamienia w sukces a przejść obojętnie obok niego się zwyczajnie nie da. Autorzy wykonali kawał roboty serwując nam masę faktów w przystępnej formie. Samo wydanie również, jest na bardzo dobrym poziomie i godnie wygląda na półce. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Agora i Agnieszcze Taterze która pozwoliła mi zatrzymać duszę a jednak otrzymać książkę :)


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Z pamiętnika anielicy...

W ramach tego, że muszę napisać recenzje ale nie mogę się do tego zebrać poniżej macie jedno z moich archiwalnych wynurzeń (wynaturzeń?) grafomańskich.


Z pamiętnika anielicy...

Nie wiedzieć czemu Fernando odrąbał mi dziś rano skrzydło.
Dziwne uczucie...
Bolało jak cholera ale tylko przez chwile...
Zaraz po tym dał mi coś przeciwbólowego...
I jakoś tak dziwnie się uśmiechał...
Było w tym coś obłędnego...
Ale całował wciąż tak samo namiętnie...

Przed chwilą próbowałam wzlecieć...
Bolało...
Najbardziej bolało jak spadłam na kamień i rozbiłam sobie kostkę...
Było sporo krwi...
Nawet nie przypuszczałam, że z głupiej kostki może być aż tyle krwi...
Ale Fernando zaraz to opatrzył...
Jego twarz znów była taka jak zawsze...
Przyjazna...

Za chwilę położę się spać...
Bez tego skrzydła będzie mi trudno znaleźć wygodną pozycję...
Ale Fernando będzie obok...
Tylko to się liczy...
Jutro znów spróbuję polecieć...
Może nie będzie aż tak boleć...
Już późno...
Idę spać...
...

Z pamiętnika anielicy... cz. 2

Powoli przyzwyczajam się do braku skrzydła.
Wszystkie próby lotu okazały się porażką...
Brakuje mi tego...
Teraz mam tylko pełno siniaków...
Tak bardzo chciała bym wznieść się choć na chwilę...

Fernando powiedział, że coś wymyśli...

Ostatnio często wpada w zły humor.
Szczególnie kiedy wspominam o Panu...
Wczoraj wydawało mi się, że słyszę Jego głos..
Był strasznie przytłumiony.
Ojciec wydawał się być czymś zaniepokojony...

Przed chwilą spytałam Fernanda czy możemy pójść na spacer.
Przestraszyłam się jego reakcji...
W jego oczach była furia..
Krzyczał na mnie a potem odepchnął...
Płakałam...

Podeszłam do okna ale jest zasłonięte od zewnątrz.
Drzwi do mojego pokoju są zamknięte...
Ze strony pokoju Fernanda słyszę tylko dziwne stuki...


Z pamiętnika anielicy... cz. 3

Boję się coraz bardziej.
Fernando już się nie uśmiecha..
A ma taki ładny uśmiech.
Kocham go.
Chciała bym być teraz przy nim ale nie ma czasu...
Fernando jest bardzo zajętym mężczyzną...
Tak chciała bym położyć się koło niego.
A potem wzlecieć z nim w niebo...

Popołudniu był u mnie Fernando.
Powiedział, że ma dla mnie prezent.
Uśmiechał się.
Nie tak jak zawsze ale uśmiechał się.
Przytulił mnie.
Tak bardzo go kocham.

Znów słyszałam słaby głos Ojca...
Wołałam do niego ale chyba mnie nie słyszał...

Czuję dziwny niepokój...
Nie umie tego opisać.


Z pamiętnika anielicy... cz. 4

Fernando nie zamknął dziś rano drzwi do pokoju.
W końcu mogę się przejść.

TO BYŁ STRASZNY WIDOK!!!
JESTEM PRZERAŻONA!

Kiedy schodziłam do piwnicy zobaczyłam duży krzyż oparty o ścianę...
Prawie krzyknęłam kiedy otworzyłam drzwi...
Za nimi była wielka sala pełna stojących krzyży.
A na każdym z nich wisiała anielica...
Wszystkie miały odrąbane jedno skrzydło...
To było okropne..

Uciekłam do swojego pokoju..
Łzy leją mi się z oczu...

To nie mógł być przecież Fernando..
On jest takim dobrym człowiekiem..
Boję się..


Z pamiętnika anielicy... cz. 5

Fernando wrócił do domu.
Słyszę jak idzie tu na górę...
Boję się..

Podszedł do mnie i uśmiechnął się..
Tak jak wtedy gdy go poznałam..
Powiedział, żebym się nie bała i otarł mi łzy.
I wyszedł.

Wrócił.
W ręku trzyma młotek i gwoździe...